Bangkok Khao San Road

2.11.2016

(Bangkok-China Town – Khao San Road – Patpong)

Tuk Tuk – naciągacze ?

Rano rozpoczęliśmy nasze zwiedzanie. Znaliśmy już drogę do metra zatem ruszyliśmy na najbliższy przystanek. I wysiedliśmy na przystanku Hua Lamphong, który znajdował się najbliżej Pałacu Królewskiego. Niestety stąd jeszcze daleka droga, ponieważ nie ma połączenia metrem do Wielkiego Pałacu Królewskiego czy słynnej najbardziej turystycznej ulicy Bangkoku Khao San Road. Tutaj można się dostać tylko tuk tukiem, taksówką, autobusem, promem lub łodzią. W związku z tym daliśmy się namówić na przejażdżkę tuk tukiem do przystani,  gdzie rzekomo mogliśmy skorzystać z łodzi turystycznej i dopłynąć do Pałacu. Zaproponowane ceny przerastały nasz budżet i wcale nie mieliśmy  ochoty korzystać z prywatnej łodzi za parę set złotych. Zdecydowaliśmy, że przejdziemy się spacerem kierując się w obranym kierunku czyli Pałacu. Na mapie rzeczywiście odległość była przerażając (parę kilometrów). Po przejściu części drogi zatrzymał nas kierowca kolejnego tuk tuka i zapytał gdzie chcemy jechać. Tym razem wybraliśmy China Town (było po drodze).

China Town w Bangkoku

Powiedział, że zawiezie nas do China Town za ok. 60 THB. Oferta wydawała się bardzo atrakcyjna więc się zdecydowaliśmy. Po drodze okazało się jednak, że kierowca miał nieco inne zamiary. Powiedział w drodze, że pokaże nam  sklep z bardzo dobrymi garniturami… i te garnitury i koszule prześladowały nas cały dzień- ale do tego wrócimy później. Weszliśmy zatem zobaczyć sklep. Kierowca czekał na nas pod sklepem. Po ok 5 minutach wyszliśmy, ponieważ nie byliśmy zainteresowani żadnymi zakupami. Kierowca po chwili zatrzymał się przy świątyni i powiedział, żebyśmy poszli pozwiedzać, a on poczeka i będzie mu bardzo miło, żebyśmy się nie przejmowali i się nie śpieszyli. Cóż, poszliśmy zwiedziliśmy i wyszliśmy, ale nikt już na nas nie czekał. Po czym ruszyliśmy dalej w kierunku naszego obranego China Town. Po chwili kolejne podejście do tuk tuka.. Kierowca zaproponował równie dobrą cenę i wspomniał, że zajedziemy do jednego sklepu do jego sponsora, ponieważ on płaci mu za benzynę i dlatego ma tak dobre ceny. Żebyśmy weszli do sklepu na 5 minut pooglądali, popatrzyli, nic nie musimy kupować, ale nie wychodzić wcześniej niż 5 minut. Kolejny sklep z garniturami zaliczony. Byliśmy już zmęczeni krążeniem w kółko praktycznie w jednej okolicy i traceniem czasu oraz tym, że nie możemy dotrzeć w wyznaczone miejsce. Tym razem mimo wszystko udało się. Kierowca wysadził nas na China Town. Przywitała nas kolorowa, orientalna brama.

Wat Traimit

Niedaleko niej udaliśmy się do jednej z ważniejszych świątyń w Bangkoku czyli do Wat Traimit – w niej znajduje się największa na świecie statua siedzącego buddy wykonana w całości ze złota. Obok znajduje się mniejsza świątynia oraz szkoła.

Następnie udaliśmy się w nieco węższą uliczkę, która była uliczką handlową i znajdowało się tam mnóstwo straganów ze wszystkim, od jedzenia po odzież i pamiątki.

Historyjka o fabryce renomowanych garniturów …

Skusiliśmy się tutaj na porcję okrągłych małych pączków, które okazały się bardzo smaczne i ciężko było je znaleźć poza Bangkokiem. Następnie zdenerwowani postępowaniem tuk tuków ruszyliśmy pieszo w kierunku Wielkiego Pałacu. Po drodze wstąpiliśmy do paru świątyń, które mijaliśmy i podziwialiśmy widoki, ludzi i atmosferę miasta. Zrobiliśmy małą przerwę na odpoczynek, spojrzenie na mapę oraz napicie się wody. Po chwili zaczepił nas pewien taj i zapytał gdzie chcemy się dostać. Wskazał nam drogę do Pałacu, ale również stwierdził, że jest już dość późno więc może warto wybrać się tam w inny dzień z samego rana, a na dzisiaj ma dla nas propozycje, które powinniśmy zobaczyć bo są niezwykłe , a mamy olbrzymie szczęście, ponieważ właśnie dziś jest otwarta wyjątkowa świątynia a także są otwarte dni w znanej i renomowanej firmie gdzie szyją garnitury dla Gucci/D&G w bardzo dobrych cenach. Narysował nam na mapie punkty. Czyli 3 świątynie, sklep z garniturami oraz znaną i turystyczną ulicę Khao San Road, na której miała się nasza wyprawa skończyć. Miły Pan również powiedział, aby korzystać z niebieskich tuk tuków, gdyż inne bardziej kolorowe/turystyczne są droższe lub robią przerwy w sklepach u swoich sponsorów – o czym wspomnieliśmy wcześniej. Powiedział, że za tą trasę powinniśmy zapłacić max 80 THB i kierowca powinien na nas zaczekać kiedy my zwiedzamy. Zatrzymał na drodze przejeżdżającego kierowcę niebieskiego tuk tuka i powiedział mu gdzie chcemy jechać. Pojechaliśmy w pierwsze miejsce czyli małą świątynie , gdzie nie było nikogo i był tam leżący budda.

Wat Saket – Złote Wzgórze

Kierowca poszedł z nami pokazał nam świątynie następnie pojechaliśmy z nim do tej słynnej fabryki garniturów… okazało się, że byliśmy już w tym miejscu z innym kierowcą. Przeszliśmy sklep i wyszliśmy. Ruszyliśmy dalej w kierunku „Złotego wzgórza” czyli Wat Saket. Jest to wzgórze , na które prowadzą liczne schody zwieńczone złotą świątynią – wyglądało na typowo turystyczne miejsce. Jadąc w to miejsce kierowca zaczął coś mówić, że zrobimy jedną dodatkową przerwę bo kończy mu się benzyna i musimy zajechać do jego sponsora. Wtedy ponownie dopadło nas rozczarowanie i po chwili powiedzieliśmy, że nigdzie nie chcemy zajeżdżać zatem naszym ostatnim postojem było właśnie Złote wzgórze i pożegnaliśmy się z kierowcą. Mieliśmy ponownie dość tuk tuków…Weszliśmy na górę , widok okazał się  całkiem ładny. Jest też kawiarenka, gdzie postanowiliśmy odpocząć na kawce.

Khao San Road

Po odpoczynku naszym kolejnym punktem była najbardziej znana turystyczna ulica Khao San Road. Tym razem postanowiliśmy dotrzeć tam pieszo.

Na miejscu jest faktycznie wszystko czego potrzebuje turysta. Mnóstwo hoteli, hosteli o różnym standardzie, bogaty wybór kuchni ulicznej jak i restauracji, studia tatuażu, odzież, pamiątki, sklepy. Skusiliśmy się na sok z mango ( 150 ml ok. 40 THB), a następnie usiedliśmy na Pad Thai (w zależności od wyboru ceny rozpoczynają się od ok. 40 THB  na ulicy).

Internet i transport autobusowy

Gdy skończyliśmy zwiedzanie Khao San Road postanowiliśmy ruszyć na Patpong – tzw. nocą dzielnicę Bangkoku. Wszędzie czytaliśmy, że nie sposób podróżować autobusami w Bangkoku. Okazało się, że stał się to nasz ulubiony środek komunikacji. Na maps.google, są udostępnione rozkłady autobusów w związku z tym ruszyliśmy na najbliższy przystanek autobusowy. Tutaj warto zaznaczyć, że po przylocie do Tajlandii opłaca się kupić tajską kartę SIM (ok. 600 THB). My korzystaliśmy non stop z lokalizacji i map.  W drodze na przystanek zauważyliśmy, że ruch na drodze został zatrzymany przez policję. Spowodowane to było przejazdem rodziny królewskiej. Podczas przejazdu wszyscy tajowie klękali składając hołd niedawno zmarłemu królowi.

Po chwili wszystko powróciło do normalności. Czekaliśmy na swój autobus, który po czasie się pojawił. W autobusie jest zawsze pracownik , który trzyma w ręku tubę i podchodzi do osób, które wsiadają, aby zakupić u niego bilet. Są one naprawdę tanie, uzależnione chyba o długości trasy. My znaleźliśmy sposób, aby pokazywać na telefonie nazwę przystanku tej Pani/ Panu , a on wtedy podawał nam kwotę jaką mamy zapłacić i otrzymywaliśmy bilet. Czasem gdy są bardzo duże korki ( a niestety może to się zdarzyć często) przejazd jest darmowy i nikt nie podchodzi po zapłatę za bilet.

Patpong

Przejazd odbył się bez problemów i wielkich korków zatem dotarliśmy na Patpong w porze wieczornej. Tutaj znajduje się mnóstwo barów/pubów, dużo tajów proponuje i zaczepia zachęcając na różnego typu sex usługi/ show- jedna z najbardziej znanych to  Ping Pong show. Nie byliśmy więc nie jesteśmy w stanie podać cen czy opisać wrażeń jednak zasada jest prosta trzeba bardzo uważać bo naciągają i doliczają ukryte koszty więc należy do tego podejść z głową. Tutaj też jest raj dla fanów podróbek. Koszulkę Tommiego Hilfigera możemy zakupić za ok 200-300 THB. Dużo okularów, odzieży i pamiątek.Co najważniejsze w Tajlandii trzeba się targować jeśli nie ma podanych cen. Tajowie potrafią zarzucić ceny z kosmosu. Warto jednak będąc w Bangkoku tutaj zajechać bo jest niepowtarzalny nocny klimat. Kończąc nasz spacer po Patpongu złapał nas mały deszcz. Intensywny ale krótki, więc w tym czasie zatrzymaliśmy się na piwko.

Jak ustał deszcz ruszyliśmy w stronę naszego hotelu, który był już niedaleko.

 

 

Dodaj komentarz